Virtus.pro odpada z IEM – czy system BO1 to błąd?

Tegoroczny turniej Counter-Strike: Global Offensive na Intel Extreme Masters w Katowicach przynosi same niespodzianki. Niestety jedną z nich jest brak awansu Virtus.pro do fazy pucharowej rozgrywek. Rozczarowani są gracze oraz fani – część z nich o taki rozwój sytuacji oskarża organizatorów zawodów.

Polacy rozegrali 5 spotkań i do samego końca mieli szansę na wyjście z grupy. Podczas ostatniego pojedynku z Heroic byli bardzo blisko doprowadzenia do remisu i walki o awans, jednak ostatecznie przegrali 16:14. Łącznie Neo i spółka wygrali zaledwie 2 spotkania, ale to nie wystarczyłoby awansować do fazy pucharowej i mieć szansę na wystąpienie przed kibicami w Spodku.

Polscy kibice są bardzo zawiedzeni, ponieważ po ostatnich świetnych występach Virtus.pro liczyli na kolejny triumf. Zawodnicy również nie kryją rozczarowania. Każdy z nich chciał pokazać się jak najlepiej przed „najlepszą publicznością na świecie”, która co roku gromadzi się w Spodku.

Zaraz po dużym rozczarowaniu pojawiły się głosy na temat systemu w jakim rozgrywana była faza grupowa, która na dodatek odbywała się bez kibiców. Otóż wszystkie pięć spotkań ograniczało się do rozegrania zaledwie jednej mapy, a więc do wygrania całego meczu wystarczyło zwycięstwo tylko w jednej potyczce.

Jedna część obserwatorów nie szczędzi słów krytyki organizatorom turnieju, którzy wymyślili taki sposób rywalizacji. Natomiast druga uważa, że Polacy najwyraźniej nie grali na tyle dobrze, aby móc awansować dalej. Trzeba przyznać, że obie grupy mają rację, natomiast wydaje nam się, że większa jej część leży po stronie tej pierwszej grupy.

System Best-Of-One oznacza, że drużyny rozgrywają tylko jedną mapę, a w konsekwencji duży wpływ na to, kto okaże się lepszy, może mieć czynnik losowy. Taki system daje też większe prawdopodobieństwo awansu słabszych drużyn kosztem tych najlepszych. Oprócz Virtus do fazy pucharowej nie awansowały także faworyzowane SK Gaming, NiP i Fnatic.

byali tuż po zakończeniu decydującego meczu. // Fot. HLTV.org

Być może najrozsądniejszym rozwiązaniem w przypadku takiego turnieju byłoby wydłużenie zawodów o jeden dzień i rywalizacja do dwóch wygranych map. W zdecydowanej większości turniejów tej rangi stosuje się system BO3. Dzięki niemu minimalizowane jest ryzyko losowości. Wówczas kibice mają pewność, że wygrana lub porażka nie była dziełem przypadku.

Tymczasem drużyny z USA, Brazylii i Szwecji zostały ściągnięte do Polski na turniej, w którym ostatecznie rozegrały 5 map w pięciu meczach. Najczęściej taką ilość rozgrywa się w dwóch standardowych spotkaniach.

Virtus.pro oraz SK Gaming niespełna dwa tygodnie temu grały w finale DreamHack Masters. Mało prawdopodobne, aby Ci sami gracze byli teraz za słabi na grę w fazie pucharowej prestiżowego IEM. Zawodnicy obu drużyn mają prawo do poczucia pewnej niesprawiedliwości.

0 Komentarzy Dodaj swój komentarz →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

8 + 11 =